Informacje
 Pamiętnik z planu
   Listopad 2007
   Październik 2007
   Wrzesień 2007
   Sierpień 2007
 Galeria
 Video
 Tajemniczy Świat  Twierdzy Szyfrów
 Media o serialu
 Komentarze

Najnowsze wpisy
Data publikacji: 23.11.2007, 18:02
Anegdoty

Ile ich było? Trudno zliczyć, ale przy tak wielkim zamierzeniu jak 13-odcinkowy serial kostiumowy, nie wydaje się to dziwne.

Na przykład szczury. Przyjechały dwa z Warszawy do Czochy, bo musiały być tresowane. Na początku pani treserka ostrzegłą, że mogą uciec, co wzbudfiło moje podejrzenia co do jej fachowości. Było gorzej, niż myślałem. Szczury otumanione jakimiś środkami uspokajającymi nawet nie myślały, azeby ruszyć się z miejsca.

Rakieta. Jak ją zobaczyłem na planie o mało ja nie dostałem ataku serca. Skrzydła V-2 (w wersji 4b) miały dobry metr grubości i z powodzeniem mogłyby unieść Boeinga i to Jumbo. Co można było zrobić, oprócz gorącej prośby do operatora, aby filmował tak, by nie było tego widać. Udało się. Ale nie dość tego: tuż przed rozpoczęciem zdjęć rakieta przełamała się, gdyż jej kadłub został zespolony 3 śrubami wkręconymi w miękką plytę. A to oznaczało utratę dnia zdjęciowego. Okazało się, że ekipa, która stworzyła to cudo była lepsza w remontowaniu  niż konstruowaniu i w ciągu 3 godzin zespoliła rakietę.

Ania Dereszowska świetnie jeździ konno i powozi. W jednej ze scen miała spaść z konia, ale musiała ją zaastąpić kaskaderka, ku Ani niezadowoleniu. Prosiła, abym dał jej szansę wykonania tej sceny, ale nie mogłem na to się zgodzić. Z Warszawy przyjechały dwa konie, kaskaderka z pomocnikami. I się zaczęło. Koń ani chciał stanąć dęba, a kaskaderka jak spadała to widać było, że bardzo to chciała spaść. W bólach scena powstała. Na koniec Ania wsiadła na konia, przmknęła w pięknym galopie i na koniec spięła konia. Szkoda, że kamery już były wyłączone.

No, ale czas powrócić do spraw poważnych, bo 105 dni zdjęciowych zabawą nie były...

Skomentowano 8 razy
Data publikacji: 08.11.2007, 17:10
Duch

PIerwsze załamanie przychodzi szybko. Plan zdjęciowy, którego ułożenie kosztowało dwójkę drugich reżyserów (Ewy Dejmek i Sławka Małyszko) wiele tygodni katorżniczej pracy, zaczyna się załamywać. Wszystko można było przewidzieć, ale nie pogodę. Zakładaliśmy, że w kwietniu w okolicy Książa zima już ustąpi. Dlatego w planie przewidziano wiele zdjęć w plenerze. A tu półmetrowy snieg na okolicznych polach blokuje dojazd do wybranych wcześniej miejsc zdjęciowych. W ruinach Starego Książa mamy kręcić sceny szkolenia cichociemnych, a nie ma mowy, aby cieżarówka ze światłem, samochód ciągnący agregat prądotwórczy, autobus-garderoba, busy z aktorami i ekipą  mogły przedrzeć się przez zaspy. Jeszcze gorzej jest w Osówce. Tam co prawda droga przetarta, ale scena zastrzelenia Sauera wg scenariusza rozgrywa się na początku maja 1945 roku. Jak uzasadnić  wysokie pryzmy sniegu przy drodze i zaśnieżone świerki?  "Nie ma złej pogody, są tylko słabe nerwy". Udaje się zmienić plan i wycofujemy się ze Starego Książa. W Osówce zmieniam tekst aktora. Sauer mówi do Wolfa: "Początek maja, a tu tyle śniegu", a Wolf odpowiada "No cóż, jesteśmy w górach". Pierwsze problemy mijają więc prawie bezboleśnie.  Duch w ekipie wspaniały, więc niegroźne nam żadne przeszkody.

Pojawia się jednak pęknięcie. Zauważm je, ale lekceważę. Oceniam, że szybko zasklepi się. Błąd. Pęknie niezauważalnie, podstępnie. Ujawni się z cała siłą dopiero po wielu miesiącach. Czas pęknięcia powoli nadchodzi.

Skomentowano 2 razy
Data publikacji: 22.10.2007, 11:33
Klaps

27 marca 2006 roku. Pierwszy dzień. Przez kilka tygodni będziemy w Książu. Pogoda wspaniała: słońce i śnieg. Śnieg, który powienien być w listopadzie, gdy zaplanowaliśmy zimowe plenery. Ale nie teraz! A tu już na samym początku kłopot: scenę treningu komandosów mieliśmy kręcić w ruinach Starego Książa. Niedaleko od zamku, ale prowadzi tam gruntowa droga biegnąca przez łąki i las. Śnieg jest tak głęboki, że nie ma co marzyć o przerzuceniu tam samochodów: ciężarówki z reflektorami, autobus-gaderoba i busy z ekipą ugrzęzną w śniegu. No cóż, nie ma złej pogody, są tylko słabe nerwy.Trzeba zmienić plany, ale we wszystkich jest tak dużo optymizmu i sił nowego przedsięwzięcia, że nikt nie zważa na kłopoty.

Pierwszy klaps i zaczynają się zdjęcia do sceny spotkania komandosów w czeskim hoteliku. Patrzę z niepokojem: aktorzy jeszcze nie weszli w role. Zaczynają improwizować. Na szczęście to świetni aktorzy i coś zaczyna się kleić, ale urok sceny, w której we wnętrzu pokoju dla nowożeńców spotykają się straceńcy wydaje się odległym marzeniem. Myślę: trudno, pierwsze koty za płoty. Ostatecznie można tę scenę "przekręcić". czyli nakręcić jeszcze raz. Tak, to optymizm początku wielkiego przedsięwzięcia.

Skomentowano 14 razy
Data publikacji: 22.09.2007, 11:58
Finanse

To moje największe zmartwienie. Budżet, jaki wyznaczyła Telewizja na potrzeby filmu kostiumowego i realizowanego tak daleko od Warszawye jest niewielki. A ja chciałbym odtworzyć atmosferę tamtych dni, a to oznacza wynajęcie pojazdów, kostiumów, budowę dekoracji, wielu statystów. Pierwsze podliczenie wypada fatalnie. Właściciele zabytkowych pojazdów żądają 1500 zł za dzień zdjęciowy jednego pojazdu. Sławek Cisowski, który jest konsultantem i znawcą Czech poznaje mnie z Franiskiem Kochem, zwalistym Czechem, właścicielem firmy zajmującej się wynajmowaniem zabytkowych pojazdów: 800 złotych za dzień zdjęciowy! NIe ma to jak konkurencja. Ceny u naszych od razu kolekcjonerów spadają! A marzy mi się sprowadzenie czołgu Tygrys z Czech. Ale to kosztuje osiem tysięcy złotych za dzień zdjęciowy. Na razie mnie na to nie stać. Krzysiek Kłoskowski, szef poznańskiej (!) firmy  "Hero Collection" szyjącej mundury daje duże upusty (po starej przyjaźni).  I tak krok po kroku dopinamy budżet. Niestety oszczędności rodzą niebezpieczeństwa. Przyjmuję ofertę firmy Gałach z Łodzi, która ma uszyć 10 kombinezonów dla płetwonurków model 1945. Oferta jest oczywiście najtańsza, ale właściciel, jakby nigdy nie wchodził do wody, dostarcza kombinezony ze szwami nie uszczelnionymi. Nie zauważam tego, ale podczas zdjęć woda wlewająca się do kombinezonów przysporzy ogromne kłopoty.

 

Skomentowano 1 raz
Data publikacji: 15.09.2007, 21:27
Prawie początek

Początek listopada 2005 roku. Kolejny wyjazd dokumentacyjny, tym razem z ekipą w dużym zestawie: jest już reżyser, jest scenograf  Wojtek Saloni Marczewski, jest dekoratorka wnętrz Jola Dłuska. Tylko nie ma podpisanej umowy, a więc są to ludzie, którzy mi uwierzyli, że film ruszy i zainwestowali swój prywatny czas. Nic więcej nie mogą zrobić.

W Książu zaczyna padać śnieg. W ciągu jednej nocy nasypało kilkanaście centymetrów! Ogarnia mnie złość, że nie możemy kręcić w tak bajkowej pogodzie: słońce, minus trzy i skrzący śnieg. Wszystko na co patrzymy wygląda fenomenalnie. A my możemy tylko patrzeć i podziwiać. Muszę opracować nowy harmonogram. Wiem, że nie zdążymy rozpocząć zdjęć w zimie. Najbardziej realna wydaje się wiosna 2006 r. Potem trzeba będzie zrobić dwumiesieczną przerwę i drugą część zdjęć rozpocząć jesienią 2006 roku, licząc, że pogoda będzie równie piękna. Jeszcze nie zdaję sobie sprawy jak dewastująca jest przerwa w zdjęciach. Przekonam się o tym boleśnie za kilka miesięcy, gdy będę musiał wejść w konflikt z moimi najbliższymi współpracownikami.

Zespół aktorów jest już prawie skompletowany. Same gwiazdy! Nikt nie odmawia, choć doskonale wiedzą, że czeka ich bardzo trudna praca. Odnoszę wrażenie, że to właśnie zachęca, podnieca smakiem wielkiej przygody. Jeszcze wtedy nie zdawałem sobie sprawy jak wspaniale będą zachowywać się w najtrudniejszych sytuacjach: Małaszyński (odpowiednio zabezpieczony, ale emocja pozostaje) na 20-metrowym wąskim murze, Karolina Gruszka w zimnej piwnicy, gdzie dusi unoszący się pył; Grabowski, Deląg, Wrzosek, Bosak, Wieczorkowski w przeciekających kombinezonach w lodowatej wodzie podziemnego jeziora.

Wreszcie! 29 grudnia Zarząd telewizji decyduje się na podpisanie umowy producenckiej. Film może ruszyć!

Ustalam, że zaczniemy zdjęcia 27 marca 2006 r. To oznacza, że mamy tylko trzy miesiące przygotowań. To bardzo krótko jak na takie przedsięwzięcie. Zdaję sobie z tego sprawę, lecz nie ma innego wyjscia. Do roboty!

Dom Zdrojowy w Szczawnie Zapora złotnicka

Skomentowano 6 razy
Powered by Sebipol Copyright © 2007 Bogusław Wołoszański